Jak obiecałam dzisiaj druga część skróconych opowieści o mojej wycieczce.:)
Dzień 4. Godzina 6:30 , niezawodne budziki dzwonią i dzwonią , nie pozwolą pospać chociaż minutę dłużej. Czas ruszyć tyłki i wybrać się na śniadanie. Na owym posiłku również nie poskromili nam jedzenia. Wszystko było tak przepyszne ,że nie wiedziałam za co mam się zabrać. Jedzenie na ciepło? Tak to co uwielbiam! Ale koniec , koniec rozmawiania o jedzeniu. Kiedy już zaspokoiliśmy nasze (jeszcze pełne po kolacji) brzuuuuchy , ruszyliśmy w stronę autokaru , który znowu miał nas poprowadzić na cudowną wycieczkę. Tym razem naszym celem miały być malownicze wzgórza Montserrat. W górach tych znajduję się sanktuarium do którego przyjeżdżają wierni Catalończycy . Może powiedzieć ,że jest to coś podobnego do Naszej Polskiej Częstochowy. Jestem osobą odważną i lubiącą wrażenia, lecz powiem wam , pierwszy raz bałam się jazdy . Wąskie drogi , które od przepaści dzieliła tylko plastikowa barierka. Widoki zapierały dech w piersiach. Było to niesamowite lecz straszne! Zakręty , jeden po drugim zbliżały nas coraz bardziej do szczytu. A tam przywitały nas wspaniale widoki. Warto było przemęczyć się i wjechać tam. Na górze znajduje się klasztor i szkoła! Tak szkoła muzyczna dla chłopców. Jest tam internat do którego chłopacy przyjeżdżają na 5 dni roboczych i wieczorem zjeżdżają do domu. Kiedy już odetchnęliśmy i obejrzeliśmy widoki , kochana pani przewodnik poinformowała nas ,że idziemy na spacer po górach! Schodziliśmy w dół,żeby dojść do kapliczki. Lecz mnie bardziej interesowały piękne widoki.Każdy krok ukazywał nam wspaniałe doliny. Przy dobrej widoczności podobno można zobaczyć port w Barcelonie. Niestety , podczas naszej wizyty były dość nisko chmury. Po półgodzinnej przechadzce mieliśmy chwilę przerwy . Poszliśmy obejrzeć kapliczkę. Niektórzy pomodlili się. Chwilę później trzeba było ruszyć w dalszą drogę. Teraz było dosłownie pod górkę( na drugi dzień mięśnie pośladków dawały os obie znać!!). Później był czas wolny. Na koniec dnia , fani FC- Barcelony doczekali się i poszli na stadion Camp Nou. ja nie poszłam, ze względu na to ,że już tam byłam. Kiedy już bardzo zmęczeni dotarliśmy do hotelu. Bardzo byliśmy zadowoleni ,że znów czek nas bardzo obfita kolacja! Po kolacji wybrlaliśmy się na spacer po naszym miasteczku. Tętniło ono życiem z każdej strony turyści z całego świata! Sklepy otwarte do później nocy, dyskoteki , kluby,restauracje. A przecież to dopiero Marzec! Lecz moje zmęczenie nie było aż tak wielkie , gdyż wybrałam się na hotelową dyskotekę , gdzie było bardzo dużo obcokrajowców co bardzo mi się podobało. Pamiątkowe zdjęcia również są:)
Niestety czas mnie goni i znowu nie będę mogło opisać wszystkich dni. Więc czekajcie , a lada chwila pojawi się reszta.
ech..zazdroszczę tej podróży :)
OdpowiedzUsuńJa też zazdroszczę, ale to wspaniale,że możesz regenerować siły :)
OdpowiedzUsuńo nie, nienawidze wstawac tak wczenie ;p a juz szcegolnie nie chciałabym tego robic na wycieczce ;p
OdpowiedzUsuńto pierwsze zdjecie mi sie podoba na maxa :D